Sensacje świata antycznego

Tajemnice i sensacje świata antycznego – Sławomir Koper

Tajemnice i sensacje świata antycznego – Sławomir Koper
Wydawnictwo Bellona , 2012 , 404 strony
Literatura polska

Cóż to się autorowi stało? – pomyślałam, zobaczywszy nagły odwrót od spraw polskich i skierowanie się ku światu antycznemu w tropieniu skandali. Nie nagły, nie nagły – przeczytałam ripostę we wstępie Od autora, bo właśnie tą pozycją debiutował w 1996 roku. Obecne wydanie jest drugą wersją rozszerzoną o kilka nowych rozdziałów, uzupełnioną i poprawioną przez krytyczne oko pisarza już dojrzałego, który stwierdził, że jedyne co może zwrócić uwagę, to pasja, z jaką kiedyś ją napisałem. I to wszystko. Teraz ja mogę zripostować, że nie wszystko, nie wszystko, bo skonfrontowałam ten skromny pogląd z oceną czytelników, które ośmieliły się być troszkę inne, a i chętni na jej przeczytanie też są. Ale z drugiej strony, gdyby nie ta samokrytyka, to dzisiaj nie miałabym w ręku poszerzonego wydania, w którym przybyło sporo nowej treści, a co za tym idzie, tajemnic i sensacji, na szczęście bez szkody dla pasji.

Ale dlaczego autor nie użył w tytule słowa „skandale”? – zadałam sobie potem drugie pytanie. Przeglądając tytuły rozdziałów i podrozdziałów w spisie treści, co drugi kończyłam tym właśnie dodanym od siebie słowem. Kobieta faraon? – skandal! Miłość grecka? – skandal! Krwawe sobory? – skandal! Ulubieniec Hadriana? – skandal! A już te hermy ateńskie wystawiane przed świątyniami (!), prywatnymi domami (!!), na każdym rogu w mieście (!!!), to skandal nad skandale!

A tak na marginesie, czytając ten opis herm – były kamiennymi słupami z popiersiami boga Hermesa. Zgodnie z greckimi obyczajami poniżej popiersia, bezpośrednio na słupie, umieszczono wyobrażenie potężnych genitaliów – pomyślałam sobie, że rozczarowanie byłoby identyczne, gdyby tam nic nie było.

Ale wracając do skandali, których w tytule nie ma, a których byłam żądna, zamiast spokojniutkich tajemnic i aksamitnych sensacji. Tak mi się przynajmniej wydawało. Ale autor, ze stoickim spokojem, powiedział – nie tak szybko z tą oceną faktów z lat przeszłych miarą człowieka współczesnego. Muszę sobie przed czytaniem zapamiętać jedno, że wchodzę w czasy, w których moje standardy są nieprzystające i nieadekwatne do norm, zasad, reguł życia ówczesnych społeczeństw. Ja, wytwór kultury chrześcijańskiej, nie mogę patrzeć na życie ludzi antycznych przez pryzmat skandalu. W tamtych czasach to, co dzisiaj takim skandalem jest, było normą, w najgorszym przypadku wykroczeniem moralnym tak, jak dzisiejsza kradzież 2 zł z kieszeni kolegi, o której nie mówi się, że to skandal, a policja nawet twierdzi, że do 200 zł to czyn o niskiej szkodliwości społecznej. Dlatego sukcesje tronu przejmowane w wyniku morderstw, zagarnianie władzy poprzez zamach, związki homoseksualne jako snobistyczny styl życia (Rzym) lub filozofia życia (Ateny), pedofilia sankcjonowana metodą wychowawczą, kazirodztwo sposobem na zapobieżenie wojnom o tron, transwestytyzm sposobem na zdobycie władzy przez kobietę, bratobójcze walki współwyznawców jednego Boga, w ówczesnych czasach nie były skandalami, ale przyjętym sposobem życia, w najgorszym przypadku sensacją, w której najciekawszą stroną była tajemnica mechanizmu jej zaistnienia. Plotki kto i kogo otruł, przekupił lub zdradził. Szepty, w jaki sposób zabił lub zawłaszczył. Intrygi i podejrzenia o wrogie plany. Tak właśnie pokazane, od tej ciemniejszej strony słabego człowieka owładniętego trzema namiętnościami - władzą, pieniędzmi i seksem. Tutaj styl narracji autora, ku mojemu zadowoleniu, pozostał niezmienny i charakterystyczny dla jego publikacji. Bohaterem formalnym była konkretna postać lub wydarzenie historyczne, ale ukazane poprzez to, co kryło się za parawanem sensacji – tajemnica jej powstania. Nie zawsze wyjaśniona do końca, z braku informacji w źródłach historycznych, o czym autor uczciwie informował, nie odmawiając sobie przy tym luksusu (jak dla historyka) snucia sugestii i hipotez opartych na poszlakach, domysłach i przypuszczeniach. I to w tym historyku lubię najbardziej – brak oporów przed snuciem różnorodnych hipotez, a tym samym brak lęku przed utratą cennego autorytetu w moich oczach i zaufanie mi, że samodzielnie potrafię oddzielić fakty od prawdopodobieństwa i fałszu, których jest dostarczycielem nie tylko z poziomu naukowca. Dla przeciętnego odbiorcy taka dywagacja to sama przyjemność.

Gładko szło mi to przyjemne zdrapywanie pozłoty z antycznych pomników postaci historycznych. Zacierałam ręce jak dziecko, kiedy dowiadywałam się, że Konstantyn Wielki wcale nie zasługuje na miano świętego, Wandalowie niesłusznie zasłużyli sobie na złą sławę, a kobiety do aż tak zniewolonych i słabych nie należały, aż przyszedł strasznie bolesny dla mnie moment, w którym rozum walczył z emocjami, a te ostatnie nie chciały ustąpić. Otóż autor często powoływał się na ekranizacje filmowe wydarzeń z czasów antycznych jak Agora, Quo vadis, Gladiator i 300. To w przypadku tego ostatniego, demaskowanie przekłamań na potrzeby filmu bolało mnie najbardziej. Miałam taki przepiękny obraz Sparty, Leonidasa i jego żołnierzy. Wzór wzorów mężczyzny! Ideał ideałów państwa! A autor bezlitośnie, że te ich piękne ciała to i owszem, ale bez pięknego umysłu, a tych 300 macho to 150 par homoseksualnych, a samo państwo to nie tylko patriotyczne zawołanie Gerarda Butlera – This is Sparta!, w obronie szlachetnej ojczyzny, ale i kraju terroru, mordowanych niewolników, w którym władzę sprawowali zawodowi rzeźnicy zaprogramowani do zabijania. Chciało mi się spojrzeć w oczy autora i powiedzieć – I ty Brutusie przeciwko mnie?

A tak na marginesie, to mnóstwo w tej książce przypomnień, wyjaśnień i wskazań, skąd pochodzą znane powiedzenia, powszechnie funkcjonujące do dnia dzisiejszego, jak na przykład „lakoniczna odpowiedź”, sparafrazowane hasło strajkowe - Balcerowicz musi odejść!, kości zostały rzucone i wiele, wiele innych.

Ale wracając do moich (teraz już nie wiem, czy ukochanych) Spartan. Nie mogłam przeboleć ich degradacji do zawodowych zabijaków o żenującym intelekcie. Fakt, mówili lakonicznie, ale czy odpowiedzi typu Przyjdź i weź - na propozycję złożenia broni, czy - To świetnie, będziemy walczyć w cieniu - na groźbę przewagi łuczniczej siły wroga, którzy gdy wypuszczą strzały, to zasłonią blask słońca, nie świadczą raczej o ich wysokim intelekcie? No dobrze, szukam na siłę linii obrony moich idoli, więc nie będę dalej polemizować z tym, który wie więcej ode mnie. Co nie zmienia faktu, że to boli.
Bardzo!
Ale to już moje ryzyko - kiedy otwieram książkę tego autora, muszę liczyć się z tym, że prędzej czy później trafię na treści, które nie tylko zaskoczą, sprawią przyjemność, ale i zabolą.